Krajobraz lotniczy staje się coraz bardziej hałaśliwy. Delta dolała oliwy do ognia, dodając bezpośredni lot między Los Angeles a Manilą. To nie jest odosobniony krok. Jest to część szerszej bitwy o punkty kontrolne na zachodnim wybrzeżu USA prowadzącej do Azji. Stawka jest wysoka. Konkurencja jest zacięta. A jeśli myślisz, że Puchar Świata uratuje branżę turystyczną przed samym sobą, spójrz jeszcze raz na liczby. Te super zyski, które wszyscy przewidywali? W przypadku linii lotniczych nigdy się one nie urzeczywistniają.
To właśnie dzieje się obecnie w branży.
Dlaczego Delta celuje w trasę LAX–Manila
Linie lotnicze Delta Airlines nie zdecydowały się na lot na trasie LAX–Manila ze względów sentymentalnych. To jest strategia. Czyste i proste.
Liczba miejsc (pozwolenia na start i lądowanie) na lotnisku LAX jest ograniczona. To są „złote bilety”. Zdobycie jednego z nich jest pokazem siły, ale co ważniejsze, pozwala przejąć popyt. Turystyka w Azji ożywia się, to prawda, ale nierównomiernie. Podróże służbowe powracają. Odpoczynek powrócił ze zdwojoną siłą, ale jest on selektywny.
Posunięcie Delta sygnalizuje zaangażowanie w dalekosiężną dominację ze swoich ośrodków na zachodnim wybrzeżu.
Dlaczego Manila? To jest węzeł. Brama do szerszego rynku Azji Południowo-Wschodniej. Jeśli lecisz ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, nadal będziesz przelatywał przez węzły przesiadkowe na środkowym i zachodnim wybrzeżu. Delta chce, abyś rozpoczął lub zakończył trasę w ich ekosystemie.
Czy jest to zrównoważone? To jest główne pytanie. Ceny paliw się zmieniają. Napięcia geopolityczne rosną i spadają. Jednak obecnie brak miejsc na start lub lądowanie sprawia, że każdy bezpośredni lot staje się strategicznym atutem. Delta stawia na wolumen. Postawili na częstotliwość lotów. To ryzykowny zakład w grze, która bardziej przypomina szachy niż warcaby.
Podróżnicy luksusu nie przejmują się już „nadmiarem”
Istnieje rozbieżność pomiędzy tym, co luksusowe hotele myślą, że sprzedają, a tym, co faktycznie kupują zamożni podróżnicy.
Zmieniła się definicja luksusu. Zmieniło się to szybciej, niż większość operatorów sądziła. Błyszczące rzeczy? Cienka tkanina? Usługi concierge? To teraz podstawowe oczekiwania. Prawdziwą walutą jest głębokość doświadczenia.
Spójrz na wyprawy Lindblada. Nie sprzedają pokoi ze złotymi kranami. Sprzedają celowe odkrywanie nowych rzeczy. Naukowcy na pokładzie. Kontekst. Oznaczający. Dla bogatego podróżnika ważne jest, aby wiedzieć dlaczego patrzy na tę górę lodową, a nie tylko, że może.
To nie jest tylko produkt niszowy. To jest przewaga konkurencyjna. Przed nami marki zbudowane wokół doświadczenia i znaczenia. Stara gwardia się budzi. Być może jest już za późno. A może w samą porę. Konsument nie ma nieskończonej cierpliwości do ostentacyjnego luksusu.
