Pozdrowienia z Indii. Właśnie zakończyłem część mojej podróży liniami Turkmenistan Airlines. W poprzednim poście opisałem najważniejsze: przeżycia w klasie biznes na Boeingu 777 i dziwne chwile w Aszchabadzie.

A co z tym segmentem? Lot przesiadkowy Boeingiem 737 z Aszchabadu (ASB) do Delhi (DEL) okazał się zupełnie inny. Ta konkretna podróż trwała trzy godziny i pięć minut. Ale szczerze mówiąc, wydawało się, że trwało to znacznie dłużej ze względu na wszystkie wydarzenia, które miały miejsce.

Samolot zawrócił w powietrzu. Każde miejsce było zajęte. Przyłapano mnie na filmowaniu. A jedzenie? Ujmę to tak: obsługa gastronomiczna całkowicie zignorowała logikę.

Oto moje pierwsze wrażenia, zanim napiszę pełną relację.

Dlaczego salon był tak szybko zapełniony?

Turkmenistan Airlines lata swoimi 737 w konfiguracji 2-2. Fotele odchylają się. Miejsca jest mnóstwo, przynajmniej w porównaniu z tym, co oferuje większość krajowych przewoźników w USA.

Nie ma Internetu. Wybór rozrywek też był… ograniczony.

Prawdopodobnie słyszałeś plotki: fotografia jest w Aszchabadzie ściśle monitorowana. „Ściśle” to delikatnie powiedziane. Podczas poprzedniego lotu nikt mi nic nie wyjaśnił. Żadnych ogłoszeń, żadnych znaków. Ale w tym Boeingu 737-800 steward niemal natychmiast po tym, jak usiadłem, krzyknął z pierwszego rzędu: „Fotografowanie jest zabronione!” Zatem wszystkie zdjęcia tutaj zostały zrobione w tajemnicy. Nie mów, że cię nie ostrzegałem.

Najbardziej jednak zaniepokoiło mnie coś innego. Kiedy wszedłem na pokład, było nas tylko trzech. Minęło może trzydzieści minut, zanim drzwi się zamknęły. I nagle? Wszystkie piętnaście przestrzeni biznesowych zapełniło się błyskawicznie. Po prostu błysnęły. Zniknął.

Skąd taki pośpiech?
Odsprzedajesz siedzenia w klasie ekonomicznej? Podwyżki operacyjne w ostatniej chwili? Czy pasażerom premium wygodniej jest przyjechać w grupie? Nikt nie wiedział.

Zawracanie w locie

I wtedy nastąpił ten odwrót.

Wystartowaliśmy. Normalna wspinaczka. I nagle? Zakręt. Sto osiemdziesiąt stopni. Lecimy z powrotem do Aszchabadu.

Mój żołądek opadł. Czy przestrzeń powietrzna jest zamknięta? Problem z technologią? Uderzenie ptaka? Czekałem na wyjaśnienia. Nic. Tylko cisza i rozszerzający się krąg oczekiwań nad górami.

W końcu zawróciliśmy w stronę Delhi. Jak się okazało, po prostu staliśmy w powietrzu. Prawdopodobnie okupowana przestrzeń nad Afganistanem. Być może badania techniczne. Ale latanie w pętli tylko po to, żeby wisieć na dziesięć minut? Jest to szczególny rodzaj stresu dla podróżnika.

Widoki były jednak niesamowite. Zapierające dech w piersiach nad trudnym terenem pogranicza. Trudno się bać, gdy planeta wygląda tak.

Najwolniejsza obsługa gastronomiczna w historii?

Teraz o jedzeniu.

Wyjazd był o 6:40. Spodziewałem się śniadania.

Klasę biznes obsługiwała jedna stewardesa. Uprzejmy, ale powolny. W innych liniach lotniczych przywieźliby ci wodę lub sok w dziesięć minut. Tutaj sprzątała tacę pasażera po obsłużeniu następnej. Po wejściu na pokład nie było dostępnych napojów.

Menu podano późno.

Byłem zdezorientowany samym menu żywności. Pierś z kurczaka z sosem serowym i puree ziemniaczanym? Na kanapie o świcie?

„Czy to jest śniadanie?” – zapytałem.

Jej odpowiedź była prosta: „Podajemy lunch”.

Kolacja. O 6:40. Mimo że w menu wyraźnie wymieniono produkty śniadaniowe? OK, nie kłóciłem się. Zamówiłem beef stroganoff, po prostu dlatego, że naleśniki z niewyraźnym nadzieniem mięsnym nie brzmiały zbyt atrakcyjnie w ciemności.

Kiedy przygotowywała jedzenie dla moich sąsiadów, obserwowałem to z innego przejścia. Wyglądało, jakby składała ogromne tace z mrożonkami. Opakowania papierowe. Pojemniki na lód. Nie świeże, ciepłe jedzenie z kuchni.

Moja kolej przyszła 10 minut przed wejściem na pokład.

Czekać. 10 minut przed wejściem na pokład?

Tak. Tyle czasu zajęło jej obsłużenie wszystkich, którzy siedzieli przede mną. Bo powoli otwierała paczki i układała plastikowe pojemniki.

„Strefa zakazu ruchu” na kolanach

Otworzyłem tacę.

Był to przykład złego planowania przestrzennego.

Wciąż próbuję zrozumieć, jak w ogóle miało dojść do jedzenia. Danie główne, miska wiśni, trzy paczki orzechów, bułka, gorące danie w foliowej łódce, plastikowy widelec i sok? Nie ma miejsca na to wszystko. Standardowa tabela rozmiarów. Jedzenie jest wielkości skrzyni ładunkowej.

To był stos. Niestabilna wieża produktów, która przeciwstawia się grawitacji i etykiecie.

Czy powinienem był jeść z jedzeniem na opakowaniu? Trzymać foliową łódkę jedną ręką, a plastikową łyżkę drugą? Było brudno. Chaotyczny.

A co ze smakiem? Przeciętny.

Wiśnie były słodkie. Liczba jest imponująca. Branding jest oczywiście zauważalny. Każda naklejka, każda serwetka, każde opakowanie miało to samo logo marki turkmeńskich linii lotniczych. Ale wołowina? Standard. Nic specjalnego. Sałatka na zimno? Również standardowe. To rodzaj jedzenia, o którym warto zapomnieć, podawanego przez ludzi, którzy najwyraźniej mają go za dużo.

Czy warto latać Turkmenistan Airlines?

Słuchaj, od dawna chciałem polecieć tą linią lotniczą. Liczy się zatem to doświadczenie: „Byłem tam. Zrobiłem to”.

Bilety są tanie. Z tą ceną nie można dyskutować. A jeśli jesteś żądnym przygód podróżnikiem i uwielbiasz niezwykłe przeżycia, na pewno zapamiętasz ten lot. Sam zakręt w powietrzu to historia, którą będziesz opowiadać podczas kolacji z przyjaciółmi: „Króciliśmy przez dziesięć minut nad Hindukuszem, podczas gdy stewardesa omawiała z pasażerem definicję śniadania”.

Ale komfort? Szybkość obsługi? Logiczne planowanie menu? To bardzo niska poprzeczka.

Jestem trochę zawiedziony, że to doświadczenie nie było aż tak dziwne. Jeśli to było „szalone”, wyobraź sobie, że mogłoby się pogorszyć. Ale hej, to tylko moja wyjątkowa opinia.

Jeśli lecisz klasą ekonomiczną, wszystko jest w porządku. Nieokazale. Spodziewaj się poziomu podstawowego. Ale jeśli płacisz za dodatkowy komfort w klasie biznes… w zasadzie płacisz za siedzenie na nieco szerszym siedzeniu i czekanie, aż mylący lunch zostanie zapakowany w folię pięćdziesiąt minut przed wejściem na pokład.

Ciekawa wycieczka? Tak.

Płynna podróż? Absolutnie nie.

Następnym razem? Najprawdopodobniej nie. Nie oznacza to jednak, że drzwi do Turkmenistanu kiedykolwiek się zamkną.