Oslo, 2000. W ratuszu trwały prace remontowe w związku z nastaniem nowego tysiąclecia. Ogólnie standardowa robota. Wtedy to usłyszeli. Jeden dzwonek. Tylko jeden z czterdziestu dziewięciu. Był zdenerwowany.
Większość ludzi by to stopiła. Albo ukrył go w piwnicy z etykietą „wstyd”. Oslo zdecydowało się go zachować. To było ciche wygnanie dla 1,4-tonowego kawałka historii z brązu. Stał tam. Spinning. Czekałem. Nie zwracali na niego uwagi.
Dwadzieścia lat później. Artysta A. K. Dolven nie mógł zostawić wszystkiego tak, jak było. Odkopał to. Zwrócił to z powrotem. Ale nie do wieży. Zaciągnął go do Honnerbrugge, tuż przed budynkiem, w którym mieszkał. Wiszę tam. Zawieszony na 30-metrowym kablu. Patrzę na twój stary dom.
Cisza jest ciężka, gdy jesteś z brązu.
Dlaczego akurat to miejsce? Ponieważ historia kocha historie o duchach. Tutaj w 1945 roku król Haakon VII zszedł ze statku. Powrót z zesłania po II wojnie światowej. Chwila triumfu. Moment powrotu. Obecnie znajduje się tu także dzwon przestrojony. Wracając z małego wygnania.
Dołączył także norweski kompozytor Rolf Wallin. Он написал пьесу. Nie tylko hałas. Rozmawiać. Dzwony wieży – idealne – powoli zaczynają przemawiać do kosmity. Są zsynchronizowane. Znowu razem. Chaotycznie i harmonijnie.
Możesz spróbować sam. Naprawdę. Chodź tutaj. Poszukaj pedału gitarowego przykręconego do podłogi przy kolumnie. Kliknij na to. Dzwoni dzwonek.
Czy to jest idealne? Nie. To jest złe. Jeśli słuchasz wystarczająco uważnie, staje się to sprzeczne. Ale sam? Samotnie śpiewa po drugiej stronie fiordu. Dziwna, nierówna kołysanka. Brzmi lepiej z powodu błędów, prawie. Tak jak wszyscy powinniśmy.
Ludzie przychodzą. Nadchodzą. Oni słuchają. Nie poprawiają notatki. Po prostu robią to głośniej.
























