Piętnaście lat temu jadłem krewetki panierowane w migdałowej panierce. Następnie stek. A na deser – coś słodkiego. To było w 2001 roku. Właśnie ukończyłem studia i United Airlines w końcu przyznały mi status elitarnego. Moje pierwsze ulepszenie umieściło mnie w starym skórzanym fotelu w Boeingu 777 z Los Angeles do Waszyngtonu. Czytałem Sunday Times, piłem koktajle. W tamtej chwili wydawało się, że będzie to trwało wiecznie. To było tak, jakby otworzyła się przede mną nowa, wcześniej niedostępna droga życia.

Wiosną 2001 roku impreza dobiegła końca.

United Airlines zaczęły tracić pieniądze na posiłki na pokładzie. Przyzwyczajona do wysokich standardów elita była wściekła na burgera „gastronomicznego” podawanego na lunch. Nie myl tego z dzisiejszymi żałosnymi, skompresowanymi kotletami. Ten burger miał mięso. Ale wektor został podany. W dół.

Potem nastąpiła fuzja z US Airways.

Pamiętasz kolację w American Airlines podczas krótkiego lotu z Dallas do Miami? Nieźle. Nawet dobrze. Wszystko to zniknęło po wrześniu 2014 r., kiedy American Airlines wchłonęły restrykcyjne linie US Airways. Wszystko poszło w dół. Sytuacja stała się tak krytyczna, że ​​niecały rok później Amerykanin musiał ponownie zaplanować budżet na żywność, aby zataić straty finansowe. Po prostu przestałam jeść w samolotach.

W 2018 roku linie United próbowały całkowicie wyeliminować gorące posiłki podczas lotów krajowych trwających krócej niż 4 godziny. Dwa tygodnie później zmienili swoją decyzję. Reakcja była natychmiastowa. Ale sama logika była jasna dla linii lotniczej.

Linie lotnicze chcą wydawać mniej.

Ale mylą się w swoich metodach.

Czternaście lat temu linie American Airlines umożliwiły zamawianie w przedsprzedaży posiłków pierwszej klasy. Po prostu wybierz z tego, co jest oferowane, prawda? Nie. Potem pojawiły się dania specjalne. Wtedy nie były to sałatki kartonowe. Menu muzułmańskie? Wysoka zawartość białka. Wydajność jest doskonała. Zamawiałem regularnie. Tak, ochrona mogła to zauważyć, ale jedzenie było warte niedogodności.

Linie lotnicze są głodne przychodów. Opłaty za bagaż nie są już opłacalne. Turyści nie chcą płacić więcej za bagaż podręczny. Dlaczego więc nie naprawić menu?

Opłata dodatkowa.

Posiłki premium na zamówienie. Zamawiasz z wyprzedzeniem. Płacisz. Linia lotnicza osiąga zysk. Dostajesz jedzenie, które nie smakuje jak odgrzany karton.

Kto płaci? Ci, którzy siedzą w drugim rzędzie. Ci, którzy są najmniej wrażliwi na cenę. Po co doić pasażera klasy ekonomicznej, każąc mu płacić dodatkowego grosza za bagaż, skoro podróżujący służbowo jest skłonny zapłacić 45 dolarów za ciepłą, normalną kolację podczas trzygodzinnego lotu?

Zapłaciłbym. Zapłaciłbym chętnie.

Moją jedyną obawą jest spirala degradacji. Jeśli zapłacę, czy w zestawie żywność stanie się niejadalnym śmieciem? Może. Linie American Airlines serwowały już makaron w puszkach pasażerom pierwszej klasy. W torbie. W pierwszej klasie. Jak nisko możesz upaść, zanim stanie się to obelgą?

Jak się okazuje dość nisko.

Delta ma „Podstawową pierwszą klasę”. Brak możliwości wcześniejszego wyboru miejsca. Brak rejestracji priorytetowej. Tylko plastikowa plakietka z napisem „Pierwszy” i żadnych przywilejów. Odbierz korzyści. Zapisz cenę. Sprzedawaj jedzenie a la carte. Ale zrób to dobrze. Spraw, żeby było to warte swojej ceny.

Infrastruktura gastronomiczna już istnieje.

Spójrz na linie lotnicze latające z USA. Ramen z ANA. Termidor homara z Singapore Airlines. Łososiowy biryani z Etihad. Nawet ich dim sum. Te usługi cateringowe wiedzą, jak gotować. Mają logistykę. Dlaczego loty krajowe do USA stanowią wyjątek?

Jedzenie na lotach międzynarodowych jest często pyszne. Oznacza to, że logistycznie możliwe jest serwowanie takiej żywności na trasach krajowych.

Działa to już w klasie ekonomicznej w innych liniach lotniczych. Już w 2012 roku linie lotnicze Austrian Airlines oferowały płatne zamawianie jedzenia w klasie ekonomicznej za pośrednictwem DO&CO. Prawdziwe jedzenie kosztowało 15 euro. W tylnej części samolotu Czech Airlines sprzedają wina premium, takie jak Moët & Chandon Rosé. Płatne menu airBaltic wygląda naprawdę smacznie.

Pomyśl o ekonomii.

W pierwszej klasie jest mniej pasażerów. Łatwiejsze zarządzanie zapasami. Jeśli podróżujący służbowo wybierze homara za 45 euro zamiast darmowej smutnej sałatki, linia lotnicza wygrywa podwójnie. Przychody rosną. Oszczędza koszty standardowej żywności. To nie jest gra o sumie zerowej. To jest aktualizacja.

Zwiększanie przychodów poprzez sprzedaż lepszego produktu to model biznesowy. Pobieranie opłat za przywilej siedzenia z przodu, bo klasa ekonomiczna cuchnie desperacją, jest podatkiem.

Jeden jest stabilny. Drugi rodzi nienawiść.

Czy zapłaciłbyś? Gdyby stek nie był gumowaty, a wino nie było z pudełka, czy zapłaciłbyś dodatkowe pieniądze za jedzenie przed tobą? A może będziemy musieli przeżuwać okruchy, aż siedzenie się zepsuje?