Według legendy głodny mężczyzna modlił się do bogów o pomoc. Nie wysłali mu Manny niebieskiej. Wysłali pszczoły. Ale pod warunkiem: musiał ich chronić. Zapewnić opiekę. W odpowiedzi dali mu miód, pyłek, propolis i coś więcej- * * życie**. Nowe kwiaty, nowe owoce, nowe nasiona. Niekończący się cykl powrotu.

Tę historię opowiada mi do dziś Elisa Interjan Boyarquez. Znajdujemy się w Mani, małej wiejskiej społeczności w stanie Jukatan w Meksyku. Powietrze jest suche, upał jest nie do zniesienia. Kwietniowy upał nie wybacza słabości.

Elisa jest potomkiem Majów. Hoduje * Melipona beecheii*, rodzime pszczoły bez Żądła. Są małe i starożytne. Spośród dwudziestu tysięcy gatunków pszczół na Ziemi gatunek ten jest dla niej wyjątkowy.

Zadbaj o pszczołę. Pszczoła chroni Ziemię. Ziemia cię chroni.

Lubimy myśleć, że pszczoły są odporne na zmiany. Ale mylimy się. Pestycydy je spalają. Wylesianie ich dusi. Monokultury pozbawiają ich pożywienia. Zabijamy je szybciej, niż możemy kupić lokalny miód. A teraz nas potrzebują. Nie jutro. Dziś.

Mani jest nazywane “magicznym miastem”według klasyfikacji meksykańskiego biura turystycznego. To miasto sześćdziesiąt mil na południowy wschód od Meridy, pośród niskich wapiennych wzgórz i liściastej dżungli usianej ceną — głębokimi lejkami z ciemną, zamarzniętą wodą. Turyści przybywają tu, by kąpać się w cenie. Nie interesuje mnie woda.

Interesuje mnie * Melipona*. Xunán Kab. Królowa-dama.

Majowie zaczęli ją udomowić ponad 3000 lat temu, na długo zanim europejskie pszczoły miodne pojawiły się na tych terenach i złamały cały ustalony porządek. Ojciec Luis Quintal dobrze zna tę historię. Dziś jest byłym księdzem i pszczelarzem. Jego skóra jest szorstka od lat w palącym słońcu, a jego oczy zwijają się w zmarszczki, gdy się uśmiecha. To szczery uśmiech.

Trzyma pszczoły w * skrzelach * – ulach wydrążonych z drzewnych pni cedru lub guano-palmy. Te puste cylindry są zatkane glinianymi korkami jak butelki wina i ułożone w piramidę pod dachem z liści palmowych.

Obserwuję, jak otwiera jeden z nich. “Spójrz” – mówi. Wewnątrz? Pięćset Kolonii. Jedna królowa, dwie księżniczki, cztery Drony i trzy tysiące robotnic w każdym Ulu.

Wcześniej nie było tak Kwitnące. Europejska pszczoła miodna pojawiła się w latach 90. Jest agresywna i skuteczna. Populacja* Melipona * upadła. Do 1966 roku pozostało tylko pięćset uli. Pięciuset.

Luis interweniował w tym procesie w latach 60., służąc w parafii. Założył U Yits Ka ‘án -” Rosa z nieba”, pobliską szkołę rolnictwa ekologicznego. Uczył agroekologii, starego, Świętego sposobu gospodarowania.

Dziesięć lat później jego serce się zatrzymało. Doświadczenie bliskie śmierci. Kościół pozwolił mu odejść, a on nie miał nic przeciwko. Kupił trzydzieści uli do szkoły. Zaczęły przyjeżdżać kobiety.

Kobiety są kreatywne. Widzą świat inaczej. Uratowali miód.

Luis nie uczy już oficjalnie, ale jego wpływ jest wielki. W Mani jest teraz osiemnaście meliponaries (Farm hodowli pszczół martwych). Sprzedał 25 uli innym społecznościom i planuje zbudować kolejną szkołę-dla dzieci, aby uczyć ich o dużych roślinach i małych zwierzętach.

Nie jest sam w tej sprawie.

Jedziemy na wschód, do Puebla, na mgliste wyżyny. Koregasi Tosepan Kali, lud Nahuatl. Trzydzieści pięć tysięcy mieszkańców, czterysta wiosek. Używają glinianych garnków do hodowli pszczół * Scaptotrigona*. Ich miód jest lekarstwem. Ten model tworzy miejsca pracy, zapewnia bezpieczeństwo i godność.

Brazylia, Amazonia. Sieć Meli Bee zrzesza trzydzieści społeczności. Chronią Las, chroniąc pszczoły. Jedno ratuje drugie.

Tanzania. Kobiety z plemienia Masajów. Przez sześć lat zachowują wiedzę ekologiczną. Wdowy znajdują pracę. Neema Stephen z grupy NARI używa pszczół przeciwko wojnie. Słonie nienawidzą zapachu uli, więc umieszcza je między stadami słoni a polami. Słonie wycofują się, żniwa zostają zachowane, kobiety pozostają liderami.

Działa wszędzie. Wzór jest niezmienny.

Wróćmy do Mani. Znajduję Doña Elisa w Lool-Ha. Jej Pasieka znajduje się w ogrodzie lokalnych roślin: Goya, mięta, Zapote, dęby. Otula mnie zapach jaśminu-łagodny, odurzający.

Lool-Ha działa od dwunastu lat, wspierany przez rząd i tradycje duchowe. Elisa wykonuje starożytne ceremonie. Mówi, że każdy gość odchodzi zmieniony. Wykształcony. Nie tylko usłyszał lekcję, ale naprawdę Ją nauczył.

  • Melipona * jest zagrożona wyginięciem. Rozwiązanie jest proste: sadzić drzewa, gatunki rodzime. Usuń chemikalia. Nic syntetycznego. Przejdź na organiczne. To nie jest trudne, po prostu niewygodne.

Większość pszczelarzy nie używa już * skrzeli*. Zamiast tego drewniane skrzynie wielkości pudełka na buty.

Eliza otwiera jeden z nich. Bierze strzykawkę, zbiera kroplę miodu i zaprasza mnie do spróbowania. Pachnie jaśminem. Ostry, prawdziwy. Z drugiego pudełka — cytrusy. Cały ogród był w tej butelce.

Kładzie moją dłoń na Ulu, przykrywa go plastikowym prześcieradłem i pokrywką. Czuję ich. Lekkie mrowienie, wibracje. Moje serce bije.

“Co czujesz?”- pyta.

Najpierw strach. Potem ulga. Nie kłują. Są delikatne. Prawdziwi uzdrowiciele.

Kto tu jest zagrożony? Nie oni. My. Jesteśmy zagrożeniem.

Eliza zamiera. Patrzy na mnie. Teraz jest poważna.

Potrzebujemy zmiany świadomości. Powrót do tego, co wiedzieli nasi dziadkowie. Dbanie o pszczołę to dbanie o siebie. W tym krąg się zamyka.

Ten pomysł się rozprzestrzenia. Z Meksyku do Peru. W Satipo. Pod koniec lat 2050 (w oryginale literówka prawdopodobnie odnosi się do lat 2000 lub 2010, ale kontekst wskazuje na ostatnie wydarzenia, Być może 2023-2024, jednak w tekście jest “205”). Zwycięstwo prawne: lokalne pszczoły uzyskały prawa. Nie metaforyczne, ale prawdziwą osobowość prawną. Prawo do siedliska. Ochrona przed szkodą.

To precedens. Być może pierwszy. Ale na pewno nie ostatni.

Pszczoły wciąż tu są. Ponieważ ludzie tacy jak Elisa i Luis nie pozwalają im zniknąć. Jesteśmy od nich zależni. Pytanie pozostaje otwarte: czy zdamy sobie z tego sprawę na czas?

A może zaczekamy, aż UL będzie pusty, zanim zaczniemy się opiekować?