Expedia i Booking.com mają problem. Albo, ściślej, szansa ukryta pod postacią zagrożenia. Sztuczna inteligencja zaczyna planować wycieczki. Dlatego ci giganci „starej gwardii” stawiają mocno na jedną i tylko jedną rzecz: zaufanie. Są pewni, że jeśli ChatGPT zacznie mieć halucynacje i sugerować nieistniejące hotele, podróżni będą do nich wracać. W stronę bezpieczeństwa i ochrony.
Taka jest ich obecna strategia. Załóżmy, że sztuczna inteligencja jest zawodna. Załóżmy, że użytkownik się boi. Wciel się w rolę anioła stróża.
Ale James Liang nie gra według tych zasad. W zeszłym tygodniu prezes Trip.com Group zmienił scenariusz podczas rozmowy telefonicznej dotyczącej wyników finansowych. Pytał nie tylko jak utrzymać zaufanie podróżnych, ale także jak zapracować na zaufanie samej sztucznej inteligencji.
„Naszym celem jest być nie tylko aplikacją dla podróżujących, ale także niezawodną infrastrukturą dla agentów AI” – powiedział Liang.
Czy zauważasz zmianę paradygmatu? Większość internetowych biur podróży (OTA) jest w defensywie. Próbują przekonać klientów, aby nigdy nie rezygnowali z nowego, błyszczącego przycisku AI. Lianga? Oddaje klucze do królestwa.
Celem Trip.com jest zarządzanie tymi interfejsami z poziomu samego systemu. Pakują dane. Zweryfikowane objętości pomieszczeń. Ceny aktualizowane w czasie rzeczywistym. Jest to strategia polegająca na stawaniu się „rurociągiem”, a nie tylko witryną sklepową.
Stawia to inne OTA, hotele i globalne systemy dystrybucji (GDS) w trudnej sytuacji. Kogo przekonać? Osoba, która boi się niepowodzeń? Albo algorytm wymagający czystych danych? Według Lianga musimy zbudować infrastrukturę, która będzie szanowana przez agentów.
W tej kwestii branża jest podzielona. Połowa chce pozostać celem podróży. Druga połowa stara się stać się torem samym w sobie.
Pozostaje tylko jedno pytanie. Czy podróżnik dba o tych, którzy rezerwują jego nocleg – Ty czy Twój algorytmiczny władca-marionetka? Potrzebują tylko pokoju. Czysty. Potwierdzony. Tani.
